Francuzki nie tyją. I ty też nie musisz! Recenzja poradnika

w-zywieniu-jak-w-zyciu-szczegoly-sie-sumuja

Rozpocznę dziś mój wpis od puenty. Najważniejsze przesłanie z przeczytanej przeze mnie lektury „Francuzki nie tyją” jest takie, że nie możemy zbyt często machać ręką na nasz styl życia. Bo to na dłuższą metę nie wyjdzie nam na zdrowie. A co to dokładnie oznacza?

O co chodzi z tym machaniem ręką?

Oto przykłady machanie ręką na wasz styl życia:

„A tam, podjadę autem. Będzie szybciej. „

Innym razem: „Jadę windą na czwarte piętro. Nie lubię wchodzić po schodach.”

Czy też: „Mam wolne popołudnie. Pojadę autem do galerii na zakupy, a potem zjem coś w „restauracji” ( tak, konieczny jest ten cudzysłów. Choć zdarza nam się jeść w takich miejscach, wszak wszystko jest dla ludzi, nie mylimy tych lokali gastronomicznych z restauracją 😀 ).

Tak właśnie urządzamy swoją rzeczywistość. A potem szukamy równie szybkich i bezbolesnych metod na odzyskanie smukłej sylwetki i dobrego zdrowia. I tak, zamiast sięgnąć po najprostsze i przyjemne dla ciała i duszy triki i na przykład pójść na spacer, czy też wejść na czwarte piętro przy użyciu mięśni nóg i pośladków, wolimy kupić jogurt „O% wszystko” i domowy sprzęt fitness, który po miesiącu efektu wow stoi w kącie i łapie kurz.

Na tym etapie zgadzam się z Mirelle Guilliano, autorką książki „Francuzki nie tyją. Sekret jedzenia dla przyjemności” w stu procentach. Właściwie dawno nie czytałam tak „lekkiego” poradnika, który niósł by z każdą stroną tyle mądrości! Mogłabym zakwestionować raptem kilka typowo francuskich, momentami zabawnych trików, jak tydzień na zupie porowej, jednak całą resztę biorę dla siebie i wdrażam w życie, co polecam zrobić każdemu z Was!

Jakie zmiany w stylu życia proponuje autorka, a co kompletnie do mnie przemawia?

Do tych drobnych poprawek w codziennym życiu,autorka książki zalicza między innymi:

  • skupianie uwagi i regulacja oddechu
  • stawianie nacisku na jakość produktów. Maksyma- jakość a nie ilość. Kupowanie sezonowo i lokalnie to idea bliska memu sercu 🙂
  • trochę więcej ruchu i trochę więcej wody! I to trochę jest bardzo zachęcające, prawda? Zwłaszcza, jeśli dotąd byliśmy typem „kanapowca”. M.Guilliano pisze o tym tak: „Jest tysiąc stopni na drodze dzielącej trójboistę od kanapowego lenia” !
  • w przypadku wody, warto rozpocząć od dodania do codziennej porcji wypijanych płynów szklankę wody po przebudzeniu i szklankę wody przed snem. Tutaj drogie Panie skóra bardzo Wam podziękuje za dodatkową dawkę nawadniającą! Wszak nie samym kremem człowiek walczy ze zmarszczkami! 😀
  • dbanie o urozmaicenie. Nudna szablonowa dieta zapewne nie potrwa długo. O urozmaiceniu trąbimy na naszym blogu kiedy tylko możemy. To jedna z żelaznych zasad tworzenia pozytywnych relacji z jedzeniem w przypadku naszych dzieci!
  • czerpanie radości z jedzenia. Nie warto przechodzić na dietę pełną nielubianych produktów, tylko dlatego, że pozwoli nam schudnąć. Więcej niż pewne, że porażka, przynajmniej w postaci efektu jo-jo murowana.
  • jedzenie w spokoju, na siedząco. ” Świadome wkładanie do ust każdego kęsa, to przeciwieństwo rutyny, bezmyślnego jedzenia prowadzącego do nudy i otyłości”
  • unikanie kupowania produktów wysokokalorycznych i mało wartościowych
  • zostawienie „przestrzeni” na sporadyczne ( np. weekendowe) przyjemności. Cytując za autorką:” Wyrzeczenie to matka klęski.”Jakie to prawdziwe! W końcu, jak długo jesteście w stanie pozostać w postanowieniu unikania wszelkich przyjemności pokarmowych?!
  • bardzo ważne! przyjrzeć się sobie- dostosować zmiany do swoich preferencji smakowych, swojego trybu pracy, stylu życia a nawet zasobu portfela
  • zwrócić uwagę na swoje słabe punkty! I tutaj właściwie już na samym początku dobrze jest zrobić remanent i „wyłapać” ze swojej codzienności wszystkich „podejrzanych” ( np. późna pora jedzenia, wysokokaloryczne jedzenie w szafkach, bardzo ważne!- słodzone napoje!…)
  • Moje ulubione, gdyż jestem zdecydowaną fanką słodkich potraw 😉 „Jeśli nie masz miejsca na deser, to znaczy, że poprzednie dania były za ciężkie lub zbyt obfite.” I tutaj miód na moje serce- kto powiedział, że nie mamy zjeść pysznego deseru przy jakiejś okazji i zrobić to bez wyrzeczeń? Wielokrotnie można przeczytać o wspaniałej metodzie kompensacji- dziś trochę więcej więc jutro trochę mniej.

Już podczas czytania tej książki zaczęłam jeść wolniej, bardziej świadomie. Wiedząc, że w perspektywie danego dnia czeka mnie jeszcze deser, którego nie mam zamiaru sobie odmówić, kontrolowałam ilość zjadanego obiadu tak, aby nie doprowadzać do przejedzenia. Zbawienne dla wszystkich łasuchów! 😀

Wisienka na torcie od autorki

W temacie słodyczy, autorka poradnika idzie o krok dalej i skrada moje serce następującym podejściem do przyjemności:

„Jeśli naprawdę uwielbiasz coś tak bardzo, jak ja uwielbiam czekoladę, jest na to miejsce w twoim życiu. Nie możemy pozwolić sobie na ukradkowe podjadanie, napędzane poczuciem winy. Tylko jeśli świadomie kultywujesz przyjemność, możesz delektować się czekoladą w pełnym świetle dnia. To samo dotyczy innych smakołyków…”

Po tym fragmencie uznałam tą książkę za moją biblię!

A mówiąc poważnie: to wszystko takie proste i mądre! Jak z tego nie czerpać?

Na koniec nie mogę nie zgodzić się z Mirelle, że szalenie ważne jest jedzenie w miarę regularnych posiłków. Jak to trafnie ujęła : „Głodne oczy są większe od żołądka.” Bo któż z nas nie zna uczucia przepełnienia po posiłku następującym po kilkugodzinnym głodzeniu się…

Podsumowując moją lekturę „Francuzki nie tyją” chciałabym bardzo głośno powiedzieć: czytajcie poradniki żywieniowe. Jednak warto zawsze mieć własny filtr, podchodzić krytycznie do zawartych w nich informacji.

Czego osobiście nie będę testować?

Dla przykładu, niekoniecznie przemawia do mnie metoda jakichkolwiek postów, jak tutaj kilkudniowy post, polegający na popijaniu zupy z porów przez cały dzień. Poza tym, autorka ma bardzo liberalne-francuskie podejście do alkoholu, co moim zdaniem niekoniecznie sprawdziłoby się w polskich realiach. A jeśli chodzi o dzieci, nie podoba mi się aprobowana metoda przekupstwa dzieci w stylu : zjedz obiad to dostaniesz deser. Temu mówię stanowcze nie, o czym właśnie postanowiłam napisać w kolejnym wpisie!

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Pola, które wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem * E-mail nie będzie udostępniony, ani wykorzystywany do rozsyłania wiadomości reklamowych.

1 komentarz

  • […] Jeśli zatem kupujecie pieczywo gotowe czytajcie składy! W porządnym wypieku nie powinno być praktycznie nic, oprócz różnego rodzaju mąki, wody, soli i dodatków w postaci ziaren/orzechów. A jeśli macie trochę wolnego czasu i tak jak ja ubóstwiacie zapach pieczonych bułek w domu, polecam przepis na francuskie bagietki z książki “Francuzki nie tyją”, o której dowiesz się więcej czytając mój wpis z jej krótką recenzją. […]